Volkswagen T-Cross to przedstawiciel segmentu, który cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. Już sama nazwa tego modelu zdradza jego pochodzenie. Mowa oczywiście o crossoverach, które zabrały z suvów, kombii oraz hatchbacków najlepsze cechy i połączyły je w nowe auta.T-Cross to kolejny samochód do testów, który otrzymałem z salonu Volkswagen Autohaus Otto w Świdniku. Zadaniem T-Crossa było zabranie czterech osób na weekendowy wypad na Roztocze. W ten sposób chciałem sprawdzić auto zarówno w trasie, przy gorszej drodze lub jej braku oraz na podjazdach i w trakcie jazdy po mieście. Byłem szczególnie zainteresowany spalaniem tego modelu, zwłaszcza, że najczęściej znajdziemy w nim pod maską trzycylindrowy silnik 1.0 tsi o mocy 115 koni mechanicznych. Czy dał radę? Dowiecie się tego w materiale poniżej.

T-Cross – pierwsze wrażenia

T-Cross to takie Polo w wersji Suv. Jest dość krótkie, wysokie, z przodu przypomina nieco Tiguana, a z tyłu Peugeota 3008. Producent zachwala, że dzięki niskiej wadze (1250 kg), auto z silnikiem 1.0 TSI jeździ żwawo i nie pali przy tym ogromnej ilości paliwa. Do tego jeszcze wrócimy. Jednak pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to świetnie wyglądający metaliczny lakier w kolorze turkusowym (Makena).

W słońcu prezentuje się obłędnie i szybko okazało się, że wielu przechodniów odwraca za nim wzrok. Ciekawostką jest fakt, że Volkswagen mocno nastawił się na dopasowanie kolorystyki całego auta do indywidualnego gustu kierowcy. 12 kolorów nadwozia możemy łączyć z felgami malowanymi np. w dwóch kolorach. Środkowe listwy także dobierzemy według własnego gustu.


Auto jest wyższe, więc wsiada się do niego bardzo wygodnie. Linia ramy nie jest już pod tak ostrym kątem jak w Golfie VII, więc przez szybę widzimy znacznie więcej, a większe osoby bez problemu odnajdą się za kierownicą. Testowany przeze mnie model był rozszerzony o pakiet zima i pakiet biznes. Poza podgrzewanymi siedzeniami z przodu, aktywnym tempomatem, asystentem pasa ruchu, auto miało również cyfrowy wyświetlacz zegarów, czy ledowe światła przednie.

Już po chwili można zauważyć, że auto ma w środku bliżej do Polo niż do Golfa. Dominują tutaj kanciaste kształty i plastiki. Warto wspomnieć, że testowany przeze mnie egzemplarz miał niespełna tysiąc kilometrów przebiegu i pierwsze, na co zwróciłem uwagę podczas jazdy po remontowanej drodze, to skrzypiące ozdobne elementy tapicerki. Później się do tego przyzwyczaiłem i przestałem zwracać uwagę na trzaski. Dodam także, że auto nie jest tak dobrze wyciszone, jak chociażby Golf, ale nie jest też źle.

T-Cross w trasie

Jak wspomniałem wcześniej, auto zabraliśmy na 3-dniowy wypad na lubelskie Roztocze dla 4 osób. Mamy w zwyczaju pakować zawsze więcej niż jest nam to potrzebne. Staramy się przewidzieć, co może się przydać, a do tego doszedł jeszcze dron i aparat. Szybko zapełniliśmy bagażnik i to jeszcze zanim pojechaliśmy odebrać naszych znajomych. Na szczęście T-Cross umożliwia dość wysoki załadunek, więc warstwa po warstwie wypełniliśmy całe 455 litrów.

T-Cross okazał się bardzo wygodnym autem. 4 osoby bez problemy mogły wygodnie rozsiąść się w jego wnętrzu bez większych problemów. Pasażerowie z tyłu docenili dość dużo miejsca na nogi oraz wygodne i lekko profilowane fotele, które nie męczą podczas dłuższej jazdy. W miejscu schowka nie znajdziemy nadmuchu na tył. Są za to dwa porty usb i mały schowek. Z przodu mamy dwustrefową i automatyczną klimatyzację, podgrzewane fotele (dwa stopnie regulacji) oraz ręcznie regulowane fotele. Są dość szerokie, więc bez problemu zmieści się w nich większa osoba. Zabrakło mi jedynie regulacji części lędźwiowej, która świetnie sprawdziła się w ostatnio testowanych przeze mnie Golf VII oraz Passat B8.

T-Cross ma dość mały bak. Mieści 40 litrów paliwa, ale w rzeczywistości zatankujemy z rezerwy o 7-8 litrów mniej.

Bagaże gotowe, auto zatankowane. Ruszamy!

Skrzynia biegów i systemy w T-Cross

7-biegowa automatyczna skrzynia DSG spisuje się znakomicie w tym aucie. Zmiany biegów są bardzo płynne. Możemy przełączyć się również w tryb manualny, czy sportowy. Auto wyposażone jest w aktywny tempomat ACC, który już wcześniej bardzo mi się podobał. Tutaj sprawuje się równie dobrze, ale z racji jednolitrowego silnika, T-Cross raczej będzie autem wyprzedzanym na drogach szybkiego ruchu, niż sam nadawał tempa innym.

Asystent pasa ruchu

Zwróciłem uwagę także na asystenta pasa ruchu. Gdy auto zbliża się do krawędzi drogi lub pasa ruchu, kierownica automatycznie i delikatnie odbija w drugą stronę i wyrównuje tor jazdy. Zacząłem więc testować tę funkcję i o ile w wielu przypadkach jest wprost genialna, tak w innych trzeba na nią bardzo uważać. Delikatnie skręciłem autem w stronę przeciwległego pasa ruchu i puściłem kierownicę. T-Cross po chwili odbił w drugą stronę i wyrównał tor jazdy. W ten sposób auto nie dryfowało od lewej do prawej, tylko zaczęło jechać idealnie na wprost. Oczywiście zaraz przyszło mi do głowy by sprawdzić, czy samochód będzie mógł jechać w sposób autonomiczny. Ciekawość rozwiał dźwięk ostrzegawczy z wielkim napisem, bym w końcu złapał za kierownicę.

W jakich przypadkach nie sprawdził się ten system? Jadąc na trasie często podjeżdżamy do krawędzi pasa, by sprawdzić, czy mamy miejsce by wyprzedzić auto przed nami. W T-Cross z jednolitrowym TSI musimy mieć na prawdę sporo wolnej przestrzeni, by to zrobić. Czasem przypomina to wyprzedzanie ciężarówki przez ciężarówkę na autostradzie. Jak się domyślacie – gdy zbliżamy się do linii przerywanej, T-Cross natychmiast kontruje kierownicą. Rozwiązaniem jest włączenie kierunkowskazu, ale przecież nie będziemy na nim jechali non stop. Druga sytuacja, która obniżyła moją punktację dla tego systemu to omijanie zagrożeń na naszym pasie. Mówię o kałużach, które omijamy by nie ochlapać pieszych, o samych pieszych, którzy idą po ulicy w miejscach bez chodnika, czy autach zaparkowanych przy drodze tak, że wystają poza wyznaczone linie.

Przejeżdżając przez Roztocze, T-Cross nastraszył i mnie i pieszego. Szedł przy krawędzi jezdni, a ja postanowiłem wcześniej ominąć go w odpowiedniej odległości. Auto nagle skorygowało tor jazdy w stronę pieszego, ten aż postanowił zejść na pobocze. Zapytałem o działanie systemu w salonie Volkswagena i usłyszałem, że jest to inteligentny system, który uczy się naszego stylu jazdy i gdybym pojeździł autem dłużej, wyłapałby pewne moje zachowania i przyzwyczajenia i pozwalałby na więcej ograniczając interwencje do minimum. Postanowiłem go wyłączyć, ale podobnie jak system start&stop włącza się automatycznie po ponownym uruchomieniu silnika. Dziękujemy ekolodzy.

Silnik 1.0 TSI w odchudzonym aucie

Auto waży 1250 kilogramów i ma zaledwie 115 koni mechanicznych mocy. Jeżeli jesteście osobą, która nie lubi szybko jeździć, chce mieć pełną kontrolę nad kierownicą i boi się, że ruszy z piskiem z miejsca – ten silnik jest zdecydowanie dla Ciebie. Jeżeli tak jak ja, lubicie mieć zapas mocy, od czasu do czasu zrobić sprint od świateł do świateł, nie bać się włączać do ruchu, czy wyprzedzać na trasie – zdecydowanie warto dopłacić do wariantu z silnikiem 1.5 TSI. Dla mnie litrowa jednostka nie daje żadnej frajdy. Podczas jazdy w mieście biegi zmieniane są przy dość niskich obrotach silnika. Powoduje to, że zaczynamy jazdę na kolejnym biegu często przy 1200 rpm, czy jedziemy na 7 biegu z prędkością 40 km/h.

Każde dodanie gazu nawet o odrobinę powoduje, że T-Cross cały się trzęsie i zastanawia, co chce zrobić. Kick-down, czy gaz w opór sprawia, że potrzebujemy aż kilku sekund, by samochód wkręcił się w obroty. Jest to szczególnie uciążliwe na trasie, gdy mamy mało miejsca do wyprzedzenia lub planujemy zabrać się za długą ciężarówkę. Poczujemy to też jadąc po górkę, o czym przekonałem się już na Roztoczu. Nie chce myśleć, co by się działo na górskich serpentynach.

Spalanie w T-Cross 1.0 TSI

I teraz przechodzimy do najciekawszej kwestii. Czy ekologiczny silnik, odchudzone auto i świetna skrzynia powodują, że T-Cross spali symboliczną ilość paliwa? Otóż nie! Jadąc w trasie ze średnią prędkością 68 km/h oraz maksymalną 110 km/h (przy wyprzedzaniu) i pokonaniu ponad 200 kilometrów, spaliliśmy dokładnie 7.6 litrów na każde 100 km – bez klimy, podgrzewanych siedzeń, lusterek, czy szyb. W mieście jadąc w stylu starszej osoby, spalanie wyniosło … 9.2 litra na setkę. Czytałem kilka recenzji „znanych serwisów motoryzacyjnych”, które twierdzą, że spalanie dla prędkości 90 km/h wynosi 3.5/100, a przy 140 km/h – 7.2l. To są kompletne bzdury, bo gdy na obwodnicy rozpędziłem się do 130 km/h i utrzymywałem tą prędkość, komputer pokazywał blisko 13.5 litra.

T-Cross poza ulicą

Auto ma podwyższony prześwit. Bez problemu możemy wjechać na krawężnik, czy zjechać z utwardzonej drogi. Nie jest to jednak auto terenowe. Gdy postanowiłem przetestować T-Crossa po nieutwardzonej drodze w kamieniołomie, samochód nie miał łatwo. Po kilku dniach przymrozków, temperatura poszybowała w górę do 10 stopni na plusie. Dawny kamieniołom stał się klejący i mokry. Auto radziło sobie nieźle, gdy poruszałem się po w miarę równym terenie. Po zatrzymaniu i próbie podjechania na niewielkie wzniesienie – T-Cross się poddał. Nawet delikatne muskanie gazu w DSG powodowało, że przednie koła mieliły grunt niczym młyn. O wiele lepiej wypada tutaj testowany przeze mnie Mitsubishi Eclipse Cross z silnikiem 1.5 turbo i skrzynią CVT. Auto miało dodatkowo system SAWC (Super All Wheel Control).

Warto wspomnieć, że dzięki dość dużemu prześwitowi, widoczność jest całkiem niezła i nie bałem się ani razu, że uderzę podwoziem bo koleinę, czy wystający krzak.

Volkswagen T-Cross podsumowanie

T-Cross to dość ciekawa propozycja od Volkswagena, która jako crossover sprawdza się bardzo dobrze. Ma dużo miejsca w środku, średniej wielkości bagażnik i bardzo dobre światła ledowe z przodu. Można go też dopasować pod siebie dzięki różnym wariantom kolorystycznym zarówno nadwozia jak i felg. Wersja, którą testowałem kosztuje nieco ponad 100 tys. złotych. Czy bym kupił T-Crossa? Z silnikiem 1.0 TSI na pewno nie. Znacznie lepszym wyborem byłby 1.5 TSI w połączeniu z DSG. Będzie palił mniej, a da kierowcy znacznie więcej możliwości. Jeszcze jedna rzecz, T-Cross wyróżnia się jeszcze jednym elementem. Ma najwięcej portów USB (aż 4) spośród aut, które do tej pory widziałem.

4 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments