Swift Sport z silnikiem 1.4 bosterjet (ZC33S) to mała, lekka i zwinna wersja popularnego na polskich drogach Swifta. W odróżnieniu od poprzednich generacji, auto jest jeszcze lżejsze – waży zaledwie 970 kg. Dodatkowo, wolnossący silnik o pojemności 1.6 zastąpiła uturbiona jednostka 1.4. Autem jeżdżę od roku. Jak sprawuje się w praktyce?

Każda osoba testująca auta różnych marek ma dość ograniczony czas by dokładnie poznać wszystkie plusy i minusy danego modelu. W zależności od redakcji oraz lokalnego rynku motoryzacyjnego, samochody udostępniane są czasem na kilka godzin, niekiedy nawet na miesiąc. Sprawia to, że ciężko przetestować dokładnie wiele nowych rozwiązań, czy sprawdzić, jak sprawują się w dłuższej eksploatacji. Dlatego też po roku wracam do tematu najnowszego Swifta Sporta.

O ile poprzednie generacje są często spotykane na naszych drogach, tak najnowsza, produkowana od 2017 roku jest niemal rarytasem. Wszystko za sprawą ceny – kosztuje blisko 30 tysięcy więcej niż standardowa wersja Swifta. A za to można kupić już Vitarę, czy lepiej wyposażone SX4. Katalogowo Swift Sport kosztuje 80 tys. zł. z żółtym lakierem. Za inny kolor należy dopłacić 2-3 tys. zł. Moje auto kupiłem z 13% rabatem, czyli za blisko 12 tys. taniej niż pierwotnie chciał salon. W 2020 roku polskie salony zaczęły sprzedawać Swifty Sporty jeszcze droższej, bo średnia cena plasuje się w okolicach 91 tys. zł. Różnica w cenie wynika z jednej drobnej zmiany przeprowadzanej przez dany salon – zmiana wydechu na Remusa, by auto brzmiało agresywniej.


1Plusy i minusy Swfit Sport 1.4 turbo

Auto nie jest duże, ale nie jest też ekstremalnie małe. Ku mojemu zaskoczeniu, do bagażnika zmieściłem cztery 17-calowe felgi wraz z oponami. Przednie fotele kubełkowe są dość wąskie, ale osoba o normalnej tuszy z niezbyt dużą nadwagą zasiądzie w nich komfortowo. Nieźle trzymają w zakrętach i są całkiem wygodne.

Przednia szyba jest pod dużym kątem, co ma też swoje plusy i minusy. Na korzyść przemawia fakt, że łatwo wsiadają do niego osoby wyższe. Z kolei minusem jest widoczność do góry – po prostu na niektórych skrzyżowaniach kompletnie nie widać sygnalizatorów, gdy podjedziemy pod linię zatrzymania. To również rzecz, która mnie najbardziej irytuje w tym aucie.

2Niska waga i spalanie – inni producenci powinni się uczyć

Kolejnym plusem auta jest jego niewielka waga. 970 kilogramów to w świecie współczesnej motoryzacji często pół innego samochodu. Czuć to niemal na każdym kroku – już od spalania, przez przyspieszanie, czy zachowywanie auta w zakrętach. Prowadzi się świetnie i dobrze manewruje. Wiele osób uważa, że 140 koni w samochodzie aspirującym do miana hot-hatch to niewiele. Tymczasem po sprawdzeniu mocy na hamowni okazało się, że mój egzemplarz ma seryjnie 155 koni oraz blisko 255 nM momentu obrotowego. Łącząc to z 6-biegowym manualem daje swiftowi nieco powyżej 7 sekund sprintu do setki. Tutaj pojawia się kolejny wielki plus Swifta Sport 1.4 boosterjet. Samochód ma śmieszną pojemność baku, z rezerwy zatankujecie zaledwie 31 litrów benzyny. Jednak wystarcza ona na dość długo. Przy spokojnej jeździe w trasie z prędkością 90-100 km/h, średnie spalanie wynosi 5.4l/100, jadąc nieco wolniej możemy zejść nawet poniżej 5 litrów. A jak w mieście? Jeżdżąc normalnie i bawiąc się autem, maksymalnie doszedłem do 8.4 L/100 na próbie pełnego baku. Dla porównania, Golf VII z systemem ACT wyłączającym 2 zawory dla oszczędzenia benzyny, silnik 1.5 tfsi z 7 biegowym DSG spala średnio 9L/100 w mieście przy bardzo spokojnej jeździe. VW T-cross, którego miałem okazje niedawno testować, w trasie przy średniej prędkości 70km/h, spalił 7.8L/100 (1.0 TFSI, DSG). Masa Swifta Sport robi naprawdę sporą różnicę.

Skrzynia w Swift Sport turbo ma 6 biegów. Na konsoli centralnej możemy zobaczyć podpowiedzi, by zmieniać biegi przy około 2000 obrotów. To właśnie też od tej prędkości obrotowej, turbina ciągnie najmocniej i silnik generuje najwięcej niutonometrów. Muszę jednak przyznać, że w moim egzemplarzu skrzynia działa dość dziwnie. Czasami czuć delikatny opór przy próbie wrzucenia 2 lub 3, czasami biegi wchodzą płynnie bez żadnego zastanowienia. Na pierwszym przeglądzie ASO stwierdziło, że taka jest już charakterystyka tej skrzyni i nic się z tym nie zrobi. Mając na uwadze ostatnie historie właścicieli najnowszej generacji Civiców Type-R i ich rozpadającymi się skrzyniami, pozostaje mi mieć nadzieję, że Swift nie podzieli tej historii.

3Wyposażenie w Swift Sport 1.4 boosterjet

Swift Sport 1.4 boosterjet wychodzi w maksymalnej dostępnej opcji wyposażenia. Światła ledowe z przodu spisują się znakomicie i świetnie oświetlają drogę w nocy. Są także automatyczne – same przełączają się z drogowych na mijania, gdy kamera nad lusterkiem wykryje inne mocno źródło światła. Z tyłu mamy również pełny led i bardzo podoba mi się linia świateł – zarówno dziennych z przodu, jak i mijania z tyłu. Wyglądają świetnie i agresywnie. Szkoda, że producent nie założył ledów również w miejsce halogenów (sam sobie to zrobiłem), a podświetlenie tablicy zwykłymi żarówkami psuje cały efekt. Na szczęście obie modyfikacji są dość tanie i zrobiłem je niemal w pierwszej kolejności. W środku mamy dokładnie dwie żarówki podświetlające wnętrze – tuż przy lusterku, oraz w bagażniku. Oczywiście są to zwykłe żarówki przez co w aucie jest dość ciemno. Nie znajdziemy tu żadnego oświetlenia ambient, podświetlenia nóg – nic. Co ciekawe i zarazem dziwne – są automatycznie składane lusterka, ale składają się jedynie, gdy wciśniemy przycisk. A jak je rozłożyć? Zgadliście, automatem jest nasz palec, bo znów trzeba wcisnąć przycisk. Trochę to bez sensu. Podobnie jak system comming & leaving home. Możemy ustawić czas, przez jaki będą świeciły się światła przy otwieraniu i zamykaniu auta. Regulujemy go w zakresie od 5 do 30 sekund. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby po otwarciu auta zapalały się światła mijania wyłącznie na maksymalnie 10 sekund (mimo innej regulacji), a przy zamykaniu auta nie zapalały się wcale. Po burzy mózgów w ASO okazało się, że aby system zadziałał również przy zamykaniu auta – należy pociągnąć i przytrzymać wajchę od świateł drogowych, a następnie otworzyć drzwi. W ten sposób światła zostaną włączone…. ale tylko do momentu zamknięcia centralnego zamka. W aspekcie intuicyjnych i użytecznych rozwiązań Suzuki musi wrócić do deski projektowej.

4Fake Carbon, czyli karbonid i inne

W aucie mamy kamerę cofania, nie mamy jednak żadnych czujników parkowania ani z przodu, ani z tyłu. Kamera umiejscowiona jest tuż nad tablicą rejestracyjną, więc bardzo szybko brudzi się przy gorszej pogodzie. Widać w niej połowę tablicy, ale da się do tego przyzwyczaić i mimo wszystko, znacznie ułatwia parkowanie.

Karbony w Swift Sport 1.4 turbo to tak naprawdę nie są karbony. Oklejając auto okazało się, że to po prostu wytłoczony w ten sposób kawałek zderzaka – ten „karbonid” nie jest przykręcaną dokładką tylko stanowi element zderzaka! Jego tekstura i faktura powodują, że dość ciężko się je myje, zwłaszcza z osadu po wosku, czy piany aktywnej po myjni bezdotykowej.

Podoba mi się za to rozwiązanie otwierania tylnych drzwi. Rączka ukryta jest dość wysoko w ramie drzwi. To sprytne rozwiązanie. Auto lepiej wygląda, ale wymaga przyzwyczajenia – łatwiej otwiera się drzwi ciągnąc za ich środek niż górny element. Wspominając o wyglądzie, po prostu świetnie prezentuje się tył auta z dwiema rurami wydechowymi. W odróżnieniu od niektórych producentów – oba tłumiki działają i podłączone są do całego układu wydechowego. Tutaj dochodzimy do jednego z największych minusów Swift Sport.

5Wydech i brzmienie Swift Sport 1.4

Myśląc o hot hatch każdy widzi nieduży pojazd o świetnych osiągach i brzmieniu. Tymczasem Swift Sport zupełnie nie brzmi niczym. Samochód jest średnio wyciszony, więc dość mocno słychać cykanie pracujących wtryskiwaczy i pompy wysokiego ciśnienia(bezpośredni wtrysk). Z kolei z tłumików nie słychać zbyt wiele i mocno tego brakuje. Z drugiej strony, jadąc autostradą można spokojnie rozmawiać z pasażerem obok. Idealnym rozwiązaniem byłby przycisk sport, który m.in. otwierałby klapki w tłumikach zmieniając całkowicie brzmienie Swifta.

6Fotele grzejące nogi

Muszę również zatrzymać się przy wyposażeniu swifta w pełnej opcji. Zdecydowanie brakuje w nim podłokietnika i dodatkowych schowków. Możemy domówić w salonie podłokietnik, ale ASO liczy sobie za taką przyjemność aż 1700 zł.

W standardzie mamy podgrzewane fotele z przodu, ale producent wykonał je w sposób dość nieprzemyślany w sportowych kubełkach. Panele grzewcze umieszczone są pod udami i na plecach pozostawiając pustą przestrzeń, którą… mamy największy styk z fotelem. Mówiąc w skrócie, w zimie fotele grzeją nam nogi, a nie tyłek.

W Swifcie mamy też aktywny tempomat, który automatycznie reguluje prędkość w odniesieniu do auta przed nami. Możemy ustawić 3 odległości od poprzedzającego auta, a swift analizując naszą prędkość będzie utrzymywał odpowiedni dystans. Sprawdza się to w trasie, chociaż przydałaby się możliwość większej regulacji dystansu jak np. w grupie VW. Mamy tutaj również asystenta pasa ruchu. Po jego aktywacji, kierownica usztywnia się, a auto delikatnie odbija kierownicą, gdy chcemy najechać na inny pas bez uprzednio włączonego kierunkowskazu. Działa to głównie w trasie, ale jest to raczej symboliczne odbicie kierownicą. W testowanym przeze mnie ostatnio VW T-cross podobny system potrafił skręcić nam kierownicą oraz wyrównać tor jazdy i to nie tylko w trasie, ale również w mieście.

W Swift mamy również ostrzeżenie o niekontrolowanej zmianie pasa ruchu. Gdy najedziemy na linię, na konsoli centralnej pojawiają się graficzne ostrzeżenia z migającymi pasami ze strony, na którą najeżdżamy. Wibruje również kierownica. Jest to tak wkurzające (szczególnie w mieście lub na remontowanej drodze), że natychmiast wyłączyłem ten system. Jednak najbardziej irytujący jest system ostrzegający przed kolizją. Gdy wykryje zagrożenie kolizją (np. uzna, że za szybko zbliżamy się do przeszkody i nie używamy hamulca), na konsoli środkowej pojawi się wielka ikona z ostrzeżeniem, a auto głośno zapiszczy. W rzeczywistości ten system po prostu nie działa dobrze i potrafi dać o sobie znać kilka razy dziennie. Samochód potrafi piszczeć bez powodu w trakcie jazdy na pustej drodze, przy dojeżdżaniu do ronda, wyprzedzaniu auta jadącego pasem obok, czy gdy wykryje pieszego idącego w stronę naszego samochodu, gdy toczymy się na parkingu. Warto wspomnieć, że jest to o tyle irytujące, że system ma możliwość zatrzymania automatycznie auta w sytuacji awaryjnej (tylko przy małej prędkości), więc liczę na to, że nie stanie się tak bez powodu.

7Poznaj swoje ciśnienie, czyli wyświetlacz pokazujący nakręcenie turbiny

To, co mi się spodobało w Swifcie to centralny wyświetlacz. Zegary są ładne, fajnie podświetlone w nocy, a mamy też kilka ekranów informacyjnych, których nie spotkacie w zwykłych autach. Do dyspozycji jest m.in. temperatura oleju, stopień nakręcenia turbiny (!), ikony pokazujące poziom aktualnie osiąganej mocy i momentu obrotowego, graficzny czujnik przeciążeń, wizualizacja siły hamowania i przyspieszania, czy interwały czasowe. Warto wspomnieć także o fabrycznej stacji multimedialnej z nawigacją i wejściem usb. Mamy tutaj m.in. bt, dab+, ale również android auto, które sprawdza się tutaj po prostu świetnie. Można bez problemu sparować się z autem i wyświetlać np. Google Maps na jednostce centralnej, czy słuchać własnych playlist spotify. W aucie mamy również 6 głośników, ale radio nie pozwala na precyzyjną regulację tonów i ogranicza się jedynie do symbolicznej korekty gatunku muzyki oraz podbicia wysokich i dolnych dźwięków. Nie znajdziemy tutaj także trybu loudness, który zamienia auto w salę koncertową. Należy też pamiętać, że auto jest lekkie, więc producent znacznie ograniczył dodatkowe maty wyciszające, które polepszyłyby też jakość dźwięku.

8Czy warto było kupić Swift Sport 1.4 ZC33S?

Po roku użytkowania, uwzględniając wszystkie plusy i minusy, analizując inne nowe auta w podobnej kwocie i parametrach, muszę stwierdzić, że tak. Nie żałuję tej decyzji, chociaż można powiedzieć, że nie jest to hothatch, tylko małe i niepozorne auto, które potrafi zaskoczyć na światłach wiele nowych aut. Szkoda tylko, że producent nie przeprojektował nieco wydechu, żeby Swift zwracał się bardziej w stronę auta sportowego, a nie samochodu dla kobiety, która odwozi dzieci do szkoły.

Swift po roku

Swift zmienił się przez ten rok ze mną. Auto zostało oklejone (Dach, przód, bok). Seryjne felgi poszły na zimę wraz z nowymi oponami zimowymi. Na lato wybrałem JapanRacing JR3 w bieli. Suzuki otrzymało także komplet dokładek Maxton Design. Obejmują przedni splitter, tylne dyfuzory, sanki z boku oraz spoiler dachowy.

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments