Mercedes GLC 350e w wersji hybrydowej to najnowsza propozycja od Mercedes-Benz Polska. Ma być świetnym rozwiązaniem dla osób ceniących dynamiczny silnik, ekologię, niskie spalanie ale również luksus klasy premium, do jakiej przyzwyczaił nas Mercedes. 

W mediach z każdej strony bombardują nas ostatnio reklamy zachwalające technologię hybrydową, w których wyliczane są same korzyści z niej płynące. O ile dominują tutaj reklamy przede wszystkim Toyoty, jak nie tylko ta marka ma w ofercie auta hybrydowe. Mercedes-Benz dość mocno poszedł w segment tego rodzaju napędu oraz stricte elektrycznego. Mowa tutaj chociażby o prototypie sportowego AMG-Project One, nowych elektrycznych smartach czy ciężarówkach FUSO.

Mercedes GLC 350e
Mercedes GLC 350e

Wiele Państw dotuje zakup aut ekologicznych, za jakie uważane są samochody hybrydowe. Niektóre zniosły VAT na takie modele, u nas hybrydy mogą za darmo parkować w płatnych strefach parkowania, a ulga to jedynie kilkuprocentowe cło. Czy warto więc kupić droższą wersję tego samego auta, ale z napędem hybrydowym? To właśnie pytanie zadaję sobie od jakiegoś czasu. Dziś przyglądam się modelowi GLC 350e z floty Mercedes-Benz Polska, który otrzymałem na tydzień do zabawy.

Mercedes GLC 350e pierwsze wrażenia

Opisując auto oraz jego napęd ograniczę się przede wszystkim do swoich odczuć jako kierowcy, który lubi auta, pomysłowość projektantów oraz frajdę, jaką sprawiają różne rozwiązania i sama jazda.

Mercedes GLC 350e
Mercedes GLC 350e

Samochód prezentuje się elegancko ale dość dyskretnie. Nie krzyczy dookoła wszystkim, jak dużo się za niego zapłaciło (testowany przeze mnie egzemplarz kosztuje ponad 300 tys. zł). Przód z dużym grillem oraz dolną dokładką spojlera sugeruje większą moc auta, podobnie jak 20 calowe felgi z dyskretnie rzucającymi się w oczy emblematami AMG.

Mercedes GLC 350e
Mercedes GLC 350e

Z boku uwagę przyciągają wytłoczenia w karoserii oraz dość ciekawa linia auta. To taki krótki i zadziorny mini-suv, jak wysoki facet ścięty na jeżyka. Z tyłu auto przypomina nieco podwyższoną A klasę, ale nie robi już takiego wrażenia jak przód w GLC. Znajdziemy tutaj również oznaczenia zdradzające, że jest to auto hybrydowe.

Mercedes GLC 350e
Mercedes GLC 350e

GLC, jak na Mercedesa przystało, rozpieszcza wnętrzem. W aucie dominują ciemno-brązowe skóry, które wyglądają świetnie. Fotele są nie tylko podgrzewane, ale również wentylowane, co doceniłem w trakcie stania w korku w słoneczne i ciepłe dni. Warto wspomnieć o zagłówkach, które można regulować nie tylko w osi pionowej, ale również do przodu i tyłu. Znacznie zwiększa to komfort podróży, szczególnie w trasie.

Mercedes GLC 350e - wnętrze
Mercedes GLC 350e – wnętrze

Opisywana przeze mnie wersja miała wiele ciekawych rozwiązań, które opiszę w osobnych artykułach jako ciekawą technologię stosowaną w autach. Dodam, że GLC 350e wyposażony jest m.in. w jonizator powietrza, dyspenser zapachu (zbiornik ukryty w schowku pasażera), panoramiczny dach, kamerę parkowania 3D, automatycznie otwierany bagażnik, światła LED z doświetlaniem zakrętów i automatycznym światłem drogowym, dyskretne podświetlenie krawędzi wnętrza, monitorowanie martwego pola w lusterkach, automatyczne ściemnianie lusterek, gdy ktoś za mocno nam w nie świeci czy mnóstwo czujników ułatwiających życie kierowcy.

W schowku GLC ukryty jest zbiornik na zapach
W schowku GLC ukryty jest zbiornik na zapach

Gdy po długiej trasie postanowiłem szybko umyć przednią szybę, użyłem do tego płynu do mycia szyb. W momencie spryskania nim przedniej szyby, GLC automatycznie zamknął w pełni otwarty panoramiczny dach. Zaskoczyło mnie to bardzo pozytywnie, bo moje auto nawet jakby wpadło do jeziora, to czegoś takiego by nie zrobiło. Kolejnym zaskoczeniem była możliwość podniesienia zawieszenia auta.

Mercedes GLC 350e - agresywny przód i przyciągające wzrok wielkie, 20-calowe obręcze
Mercedes GLC 350e – agresywny przód i przyciągające wzrok wielkie, 20-calowe obręcze

Gdy na trasie trafiłem na objazd przez drogę, która bardziej przypominała pole ziemniaków od szutru, okazało się to bardzo przydatne. Należy także wspomnieć o systemie Ride Command – spisuje się znakomicie. Jego obsługa jest prosta i intuicyjna, a poszczególne funkcje łatwiej zrozumieć dzięki licznym wizualizacjom.

System Ride Command ma ciekawy i bardzo prosty w obsłudze interfejs
System Ride Command ma ciekawy i bardzo prosty w obsłudze interfejs

Muszę jednak wspomnieć, że o ile z tyłu auta miejsca jest od groma, tak kierowca i pasażer z przodu odczuje jego brak. Kokpit schodzi do deski pod lekkim kątem, co wymusiło na mnie – średnio wysokim kierowcy, ułożenie prawej nogi delikatnie pod kątem. W trakcie dłuższej trasy noga wielokrotnie mówiła, że ma już dość. Kolejnym minusem jest jeden z plusów auta – kamery czujników umieszczone są za lusterkiem wstecznym. Zajmują tak dużo miejsca, że przy dość małej szybie GLC – notorycznie zasłaniały mi światła sygnalizatorów na skrzyżowaniach.

Mercedes GLC 350e – czyli uruchamiamy hybrydę

Zawsze pytacie mnie o pierwsze wrażenia czy to, co zaskoczyło mnie w danym aucie. Przyznam szczerze, że na początku miałem problem z określeniem… czy odpaliłem już auto czy nie. Wydaje się to śmieszne, ale GLC-E po wciśnięciu przycisku start – absolutnie nie wydaje z siebie żadnego dźwięku na zewnątrz. Podobnie jak przy gaszeniu auta. Na początku, kilkukrotnie złapałem się na tym, że wysiadłem z samochodu myśląc, że jest on już wyłączony. Nie był.

Tryby elektryczne w hybrydowym GLC i zasięg

Samochód ma napęd hybrydowy. Poza silnikiem spalinowym mamy tutaj również silnik elektryczny, który napędza obie osie. Przy konsoli środkowej znajduje się specjalny przycisk służący do zmiany pracy trybu hybrydowego. Domyślnie jest to opcja hybrid. Auto rusza wyłącznie na zasilaniu elektrycznym i jeżeli zbyt mocno nie wciśniemy pedału gazu, pozostanie w tym trybie. Informuje nas o tym specjalna graficzna kontrolka E-DRIVE na desce. Składa się z białych kresek, które w zależności od obciążenia silnika zwiększają się. Gdy dojdą do czerwonego pola, automatycznie uruchamia się silnik spalinowy. Co ciekawe, gdy w trakcie jazdy puścimy pedał gazu, silnik spalinowy automatycznie gaśnie, a gdy ponownie go delikatnie wciśniecie, utrzymanie prędkości zapewni elektryczność.

Druga opcja to e-drive. Jest to tryb wyłącznie elektryczny. Czułość systemu włączającego silnik spalinowy jest tutaj mocno zredukowana tak by nie włączać w ogóle wersji spalinowej bez wyraźnej potrzeby (taką potrzebą jest np. kończący się prąd). Przyznam, że spodobała mi się ta opcja i dość często z niej korzystałem. Pełne „zatankowanie prądem” samochodu w teorii wystarcza na 30 km jazdy po mieście. W rzeczywistości zasięg spada w oczach i przy normalnej jeździe pojemność akumulatorów spadnie do minimalnej wartości 10% po około połowie tego dystansu. To właśnie 10 procent w e-drive jest wartością graniczną, przy której następuje automatyczna zmiana ustawień z powrotem na hybrid.

Kolejne dwa tryby to oszczędzanie energii oraz ładowanie akumulatorów. W trakcie ostatniej opcji natychmiast uruchamia się silnik spalinowy, który podczas jazdy zapewnia dodatkowe ładowanie. 50 km w trasie dodało mi około 30% całkowitej pojemności. Warto zwrócić uwagę, że auto więcej spala w trakcie tego trybu.

Ładowanie samochodu i wrażenia z jazdy

Muszę przyznać, że chcąc oszczędzić paliwo, codziennie wieczorem podłączałem Mercedesa do prądu. Nie mam przed domem wysokiego amperażu (ładowarka z zestawu może ładować auto prądem o natężeniu od 2A do 15 amperów, znajduje się na niej specjalny przycisk, którym da się ustawić odpowiednie ustawienia), więc auto ładowało się nieco dłużej, ale bezpieczniej dla mojej instalacji. W trakcie targów Moto Session w Lublinie skorzystałem z trybu szybkiego podłączając się pod zasilanie przewidziane dla wystawców.

Jak sprawuje się auto w praktyce? Jak już wspomniałem jest niesamowicie ciche, ale też i dobrze wyciszone. W trakcie jazdy po obwodnicy, prędkości rzędu 170 km/h są słabo odczuwalne i umożliwią rozmawianie niemal szeptem. Co ciekawe, każde zdjęcie nogi z gazu powoduje przejście na tryb elektryczny. Początkowo myślałem, że to nieco bezsensu, ale zmieniłem zdanie przeglądając statystykę pojazdu. Okazało się, że w trakcie jazdy z Lublina do Warszawy, ponad 60 kilometrów przejechałem z wyłączonym silnikiem spalinowym! Mimo dość dużej średniej prędkości, spalanie wyszło blisko 6l na każde sto kilometrów. To rewelacyjny wynik jak na auto o masie 2 ton z dwulitrowym turbo.

Zauważyłem także dwie rzeczy, do których należy się przyzwyczaić. Kamera w samochodzie wykrywa jadące przed nami pojazdy. Jeżeli zbliżamy się do niego z większą prędkością np. na trasie, możemy wyczuć jak Mercedes „Kopie” nam w pedał gazu byśmy go nieco odpuścili i wyrównali płynność jazdy. To dziwne uczucie, ale jeżeli komuś nie pasuje, to może wyłączyć to w Ride Command. Druga rzecz, to działanie opcji doładowywania akumulatorów szczególnie w mieście. Jeżeli czujnik wykryje, że auto przed nami nie porusza się, bo stoi np. na światłach, a gdy zaczniemy hamować, skrzynia biegów tak redukuje ostro biegi by maksymalnie odzyskać energię elektryczną. To dość agresywne rozwiązanie i przypomina nieco nagłe puszczenie gazu w trakcie przyspieszenia na pierwszym biegu w zwykłych manualnych skrzyniach.

A jak sprawuje się w mieście? Jazda wyłącznie w trybie elektrycznym sprawia sporo frajdy, zwłaszcza dla osób, które lubią ekonomiczną jazdę. Auto w trybie e-drive ma dość spory moment i bez włączonego silnika spalinowego jest w stanie wygrać na światłach z innymi autami. Fani wrażeń mogą przełączyć samochód w sport+. Natychmiast uruchamia się wtedy silnik spalinowy, zawieszenie utwardza, kierownica jest precyzyjniejsza, a silnik elektryczny dodatkowo pomaga „odpychać się” GLC. Wciśnięcie gazu powoduje, że 4matic natychmiast wyrywa nas do przodu zostawiając uśmiech na twarzy i inne samochody z tyłu. W trybie sport+ mamy do dyspozycji 211 KM z silnika spalinowego (340nm momentu obrotowego) i w przeliczeniu 116 KM z elektrycznego (i 350nm momentu). Daje to systemowo dostępną moc rzędu ponad 320 koni mechanicznych.

No dobra, a ile kosztuje jazda elektryczna? GLC-e ma akumulatory o pojemności 8.7 kWh. Ich pełne naładowanie to przy obecnych cenach energii elektrycznej wydatek rzędu 4,7 zł. Daje to teoretycznie 30 km zasięgu pod warunkiem, że jedziemy dość spokojnie i bez klimatyzacji włączonej na maksa.

Licząc dalej, 100 kilometrów na samym prądzie to wydatek około 17 zł. Dla porównania, moja Grand Vitara o mocy 200 koni mniej, pali średnio 14-15l benzyny lub gazu. W przypadku gazu, koszt przejazdu po mieście to już 30 zł. Prawdziwa oszczędność pojawia się jednak, gdy zaczynamy porównywać jazdę na benzynie.

Średniej klasy auto pali około 8 litrów w mieście (Vitara 14l) i ma średnio do 100 koni mechanicznych. Tutaj mamy ponad 300 koni i średnia oscyluje w graniach 6-6.5 litrów na każde sto kilometrów. To rewelacyjny wynik, ale w porównaniu z innymi hybrydami, to wciąż dość dużo.

Reasumując. Mercedes GLC 350e miał sprawić, że zakocham się w technologii hybrydowej i zapragnę mieć takie auto. Przyznam, że przygoda z hybrydą od Mercedesa była dość ciekawa. Auto nie jest krzykliwe, ma przysłowiowego kopa i sporo świetnych udogodnień ukrytych w jego wnętrzu. Mimo to, pozycja za kierownicą jest dość ciasna, a przez akumulatory ucierpiał również bagażnik, który został podniesiony do przodu. Spodziewałem się również mniejszego spalania, zwłaszcza że komputer pokładowy wielokrotnie wskazywał, że nie mogę już jechać bardziej ekologicznie.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o